Tromba inżyniera

Nov 04

“The ideas come from someplace else. It’s like fish. You didn’t make the fish. You caught the fish. Now you can cook it in a good way or a bad way, but that’s as far as it goes. The fish came from someplace else. And sometimes… Sometimes it talks back to you. Tells you how it wants to be cooked.” — David Lynch

Oct 15

Przesympatyczne po co -

Szwejk był przesympatycznym idiotą, autor filmu jest idiotą po prostu niesmacznym, na dodatek nie ma bladego pojęcia, co w tym Afganistanie robi.(…) Bo, kiedy oglądają go ludzie, cywile, którzy czasem próbują zrozumieć, po co ten żołnierz jest w ogóle w Afganistanie, otrzymują jak na talerzu, świadectwo tego idioty

Zaraz… To Szwejk był przesympatyczny, bo był smaczny, czy bo wiedział “po co”? Chyba jednak nie wiedział, bo nikt nie wiedział. A może dlatego był przesympatyczny, bo to było dawno, dawno temu? I od tamtego czasu można już było trochę “po co” dorobić, żeby Historia ładnie się wyjaśniała. Do końca artykułu miałem nadzieję, że dowiem się “po co” on tam jest. Może właśnie wykonał swoją najważniejszą misję.

Oct 04

Odrobina kiczu w wzwiązku z Muse.

Odrobina kiczu w wzwiązku z Muse.

Oct 01

No więc kupiłem sobie płytę w iTunesach. Ponieważ zaległości mam duże to wybór był i prosty i nieprosty. Pierwsze co mi wpadło w głowę i miało jednocyfrową cenę: 9.99€ (tak wiem, to trzy cyfry) za Muse/The Resistance. Wiem, mogłem ściągnąć, na pewno macie i byście się podzielili, ale some men just want to watch their account burn.

Wniosek: świadomość tego, że mam tę muzykę w chmurze na zawsze (tak, wiem, cofną mi kiedyś uprawnienie bo-tak) rekompensuje mi brak pudełka i talerzyka. Ale taniej to mogłoby być.

Sep 05

It’s evolution baby! (projekt dobiegł końca)

It’s evolution baby! (projekt dobiegł końca)

Aug 11

Nic tak nie cieszy prawdziwego mężczyzny jak naprawienie spłuczki w sraczyku. Musiałem skleić uszczelkę na Poxipol™ i w ogóle zrozumieć cały mechanizm. Mówię wam, jaki to jest piękny kawałek inżynierii…

Aug 09

Revolution will be television set

Dziś rano usłyszałem w radio, że najpierw chodziło im o zastrzelonego kolegę, a potem już tylko o to, żeby wynieść telewizor ze sklepu.

Wyobrażam to sobie tak, i chyba nie jestem daleki od prawdy, że kiedy wybuchają zamieszki w twoim mieście to pierwsze co robisz to podejmujesz decyzję: barykaduję się w mieszkaniu, czy wychodzę w teren zobaczyć czy gdzieś nie leży jakiś bezpański telewizor. Uczestnik zamieszek (nie ma na to jednego słowa? “buntownik”?) zapytany “dlaczego?” udzieli zapewne pierwszej, kompulsywnej odpowiedzi “bo telewizor”. Pytanie otwarte typu “dlaczego?” i zwrócenie się z nim bezpośrednio do podejmującego działanie gwarantuje maksymalną obiektywność, bo raz: że nie narzuca żadnej wcześniejszej interpretacji; dwa: że oddaje godność człowiekowi (nawet przestępcy) zakładając (błędnie), że czyniący najlepiej zna swoje własne motywacje; a trzy: że taka kompulsywna odpowiedź, wyrażająca najbliższą przyczynę wydaje się najbardziej obiektywna zgodnie z medialną zasadą “czym szybciej tym prawdziwiej”.

Punktem zapalnym może być cokolwiek – na przykład zastrzelenie kogoś przez policję – ale to może obchodzić co najwyżej “friendsów friendsów”, pewnie z kilkadziesiąt osób. Żeby wybuchły “zamieszki o telewizor” konieczne jest podsycanie rozruchów nowymi uczestnikami, tymi którzy słysząc co się dzieje wybierają dołączanie do imprezy, a nie pozostanie w domu i chronienie bliskich.

Właśnie dlatego ja bym jednak wolał poznać odpowiedź na nieobiektywne pytanie: dlaczego wybierają wyjść zamiast się zabarykadować. Czy jest to efekt, być może nieświadomej, kalkulacji zysków i strat? “Mnie nie okradną, bo nie ma z czego, a ja może coś do domu przyniosę”. Może wyobrażeń karmionych widokami z gier wideo o tym jak wyglądają zamieszki? (Po norweskiej masakrze obrodziło w wirtualnych taktyków doradzających na tej podstawie jak rozbroić terrorystę.) Może dzięki urealnieniu zasady sześciu stopni oddalenia w serwisach społecznościowych natychmiast poczuwają się do bycia “friendsami” pierwszej ofiary?
Dodane 11/08
A może jednak chodzi tylko o “loot”, bo (!) wszystkie telewizje podały, że chodzi o “loot”? To w końcu telewizja tłumaczy lootersom o co chodzi.
Dotąd

Ja nie wiem, ale wiem, że proste wyjaśnienia “bo telewizor” bardzo łatwo nasycają głód poznawczy. Prawie tak dobrze jak “bo muzułmanie” i trochę gorzej niż “bo rozwydrzona młodzież”. Chętnie poznałbym też odpowiedź zwolenników swobodnego dostępu do broni czy i tym razem “gdyby wszyscy mieli broń to by do tego nie doszło”.

Tytuł wymyślił Michał

Aug 03

Jul 30

Ostatnia nagroda Darwina

… powinna przypaść typowi, który wyszedł do księgarni po egzemplarz ostatniego wydania “Nagród Darwina” i po drodze wpadł pod tramwaj. Tyle. Zginąłby w drodze ku utwierdzeniu się, że niektórzy jego współgatunczycy to straszni idioci, a na idiotów czeka Bicz Boży, który usuwając ich geny usuwa, w jakiś magiczny sposób, również idiotyczne zachowania i przekonania z gatunku. Przekonanie takie zasługuje na usunięcie z puli. Nie może i ze wszech miar nie powinno to zostać dokonane poprzez fizyczne usunięcie niosących takie przekonanie. Ale może wystarczy przykład, odpowiednio opisany i nagłośniony.

Jul 29

Frazy lakmusowe

Są takie. Część z nich zawiera błąd jakiś, jak na przykład w osławionej “linii najmniejszego oporu”; ale są i takie, które są poprawnymi wypowiedzeniami. Jednak zdradzają stan rzeczy.

Ostatnio podoba mi się “[coś] jest poniżej wszelkiego poziomu” jako taka niby-to-krytyka. Krytyka bezargumentowa, bezwartościowa. void krytyka(void). Literalne odczytanie metafory, zawsze zabawne na takim mało zabawnym, irytującym… poziomie, sugeruje istnienie takiego poziomu poniżej którego nie ma już poziomu. Jak odległość Plancka pod którą nie ma już odległości. Albo środek ziemi pod którym nie ma już “pod”. Jak w tym witzu Leca o pukaniu w dno. (Czy od spodu puka ktoś kto zrozumiał drugie dno?)

Źródłosłowem są pewnie “ludzie na poziomie” z którymi się rozmawia i ci nie na poziomie. Na przykład ci, którzy używają fraz lakmusowych — nie chce mi się z nimi gadać.