Nie.
To jest film okrutnie poprawny politycznie. Taką najbardziej irytującą formą poprawności politycznej, mianowicie tzw. “niepoprawnością polityczną”. To znaczy składa się z serii wytartych gagów, z których każdy jest ostemplowany przez “dopuszczony do obrotu jako niepoprawny politycznie, bezpieczny dla dzieci od lat 16”. Na przykład nieco zbyt poważny antysemityzm zastępuje modny w tym sezonie antysinizm. I nie, nie chodzi o to, że to ja jestem taki politpopr i że jestem oburzony. Owszem, jestem politpopr, ale problem “Jeża Jerzego” polega na tym, że jest niewyobrażalnie w tej “niepoprawności” nudny. Jest tak nudny, że byłem zmuszony użyć zwrotu “seria wytartych gagów” i czuję się z tym obrzydliwie. To nie jest, say, Little Britain, które się oglądało z “czy oni? nie… jednak!”. To jest jak “Murzyn ma długiego penisa i gra w porno”.
Z jaśniejszych punktów. Ładnie zrobiona scena bijatyki. Bardzo fajne, chyba bez wyjątku, piosenki, ale niestety jest ich łącznie z minutę trzydzieści czasu ekranowego. Kiedy już miałem nadzieję, że coś ten seans będzie warty, a forma zaczęła trochę iść w musical to zrobili “szybciej szybciej, upchnijmy wszystkie piosenki naraz, bo widz się skonfunduje”. Fabuła choć sama w sobie strasznie ziewalna, to ułożona w budowie napięcia holiłódzko, to znaczy poprawnie. Za to punkt.
To jest film z targetem w młodych, wykształconych kulturebeliantach z wielkich miast, którym zabroniono mówić “pedał dupa” (czy cokolwiek im tam zabraniają). To teraz sobie to powiedzą, osiemnaście tysięcy razy. Pijąc przy tym Burna (product placement — checked). Zabawne, w taki smutny sposób, jest to, że w jednej ze scen twórcy próbowali uchwycić sztuczność politycznej reklamówki z udziałem Jerzego, ale ją groteskowo przerysowując jednocześnie zrobili miejsce dla identycznej reklamówki serio. Wyjaśniam: poziom żenady przez pierwsze kilkanaście minut był taki, że czekałem kiedy Jeż odwiedzi Centrum Nauki “Kopernik” i będzie “kufa zachwycony, popierajcie Urząd Marszałkowski”. Taki jest ten film, jak Magda M. mówiąca “ja pierdolę”.