W dość dziwacznym, by nie powiedzieć kuriozalnym*, wywiadzie z Januszem Czapińskim — psychologiem, który jest znanym psychologiem — pada taka wymiana zdań:
Nadal czuje się pan ateistą czy coś się zmieniło?
Nie, a dlaczego miałoby się zmienić? Jestem wierzącym ateistą, w tym sensie, że jestem przekonany, że jest jakaś siła, inteligencja czy byt intencjonalny, który jest alfą i omegą, początkiem i końcem wszystkiego.
A ten byt - jak pan o nim myśli?
Nie zawracam sobie nim głowy, bo przyjąłem do wiadomości, że on nam żadnej tajemnicy nie ujawni, więc nie warto tracić czasu na dociekania, gdzie jest, jak wygląda, o co mu chodzi.
*) Lepiej tak nie mówić, bo mówienie “kuriozalnym” a już zwłaszcza “by nie powiedzieć kuriozalnym” trochę zalatuje słynnymi “amatorami białego szaleństwa”.
Czy tak profesor wyraża swój deizm, czy jakiś Berkeley’izm czy może zwykły safety-blanketyzm nie chcę wnikać. Zachwyciło mnie tylko to, że już samo nieużycie liter “B” (duże), “ó” oraz “g” i nieśmiałe zakwestionowanie możliwości istnienia ziemskiego biura prasowego wszechmocnego “bytu intencjonalnego” daje, według profesora, pretekst do nazywania się “ateistą”. Po takim rozwinięciu przestało mnie dziwić idiotyczne w innych warunkach pytanie: “nadal czuje się pan ateistą czy coś się zmieniło?”. Okazuje się, że profesora Czapińskiego rzeczywiście jest sens o to pytać. Nadal czuje się pan ateistą, czy może jednak w międzyczasie przemyślał pan znaczenie tego słowa?