Wielki polski poeta i patriota Zbigniew Herbert w swoim wierszu pod tytułem “Przesłanie pana Cogito” chce nam powiedzieć, że boli go hejt. Jest to obecnie wiersz wytarty jak stara flanela przez wszystkich, ponieważ podmiot liryczny, czyli tytułowy “pan Cogito” będący w rzeczywistości alter-ego autora, mówi ważne i istotne rzeczy o kondycji ówczesnego jak i współczesnego oraz nowoczesnego człowieka postawionego wobec zastanej rzeczywistości totalitarnego ustroju. Postawę autora cechuje ambiwalencja objawiająca się tym, że chciałby jednocześnie pierdolnąć niektórym po hardkorze, ale i boi się, że taki zajebisty diss z wnętrza samego flaka zatruje mu duszę.
Dlatego zwraca się w stronę przyrody, wychwalając wróbelka, drzewko i słoneczko. Jednak w tych patriotycznie tradycyjnych elementach naturalnej polskiej przyrody również nie znajduje ukojenia, ponieważ przypominają mu one jedynie, że jest krejzolem z misją, którym targa pasja bezsilnego rageguy.jpg.
Tym co najłacniej przyciąga do tego utworu różnych zwałów chcących się nim podetrzeć jest zapewne wyjebany pałer niektórych sformuowań cechujących się niebanalną dawką kunsztu mowy wiązanej. Dodatkowo, osoby wywodzące się z tak zwanych środowisk oszołomskich (różnego rodzaju grupy polityczne, najczęściej prawicowe, powstałe po przemianach okrągłostołowych w latach 90 XX wieku) prawdopodobnie dostają hardona ponieważ podmiot liryczny nie wyzbywa się pogardy wobec konkretnych osób. Choć kieruje swój hejt jedynie wobec alegorycznych figur “szpiclów katów tchórzy”, to nie przechodzi nad tym do głębszej analizy zjawiska. Nie próbuje zgłębić systemowych uwarunkowań kierujących ludzi na ścieżkę zła. Zamiast tego daje do ręki gotowe uzasadnienie dla braku przebaczenia, a także “Pogardzie” podkreślonej jako istotna dzięki środkowi stylistycznemu personifikacja. Tym samym utwierdza siebie w moralnym prawie do napierdalania w ludzi. Poeta wyznacza wyraźną linię podziału pomiędzy “my” do których zalicza zwłaszcza siebie oraz poniżonych i bitych, a “oni”, którzy są ludźmi potocznie nazywanymi skurwysynami.
Nawiązując do wcześniejszego utworu również wielkiego polskiego poety Adama Mickiewicza pod tytułem “Dziady odc. 3/4”; a także do wcześniejszego wiersza równie również wielkiego polskiego poety Czesława Miłosza pod tytułem “Który skrzywdziłeś”, należy jednak stwierdzić, że uwagi te dotyczą jedynie roli poety, który poświęca się personalnie, swój spokój ducha i czystość moralną, w ofierze narodowi, ponieważ taką ma misję do spełnienia, którą wyznaczyły mu bliżej niesprecyzowane siły metafizyczne. I choć takie postawienie sprawy należy zaklasyfikować jako dogłębnie słuszne i moralnie umotywowane w tym szczególnym pod wieloma względami przypadku, to jednak w innych przypadkach szczegółowych należy się odpierdolić.
Praca niesamodzielna! Wykonana we współpracy z Jackiem Cz.