Tromba inżyniera

I co zaglądasz!

Techniczne  

Source Code

Wstańcie. Idźcie.

Och, Vera — to ta laska, którą zapamiętaliście z “Infiltracji” i bardzo wam się tam podobała. Po pierwsze film, który pokazuje jak daleko odeszliśmy już w kinie od “Matrixa”. Te wszystkie efekty specjalne, które robiły taki wow-factor wtedy, w dwudziestym wieku, oczywiście tam są. To nie jest tani budżet. Ale są tam w celu. Nie są pokazane tylko dlatego, żeby pokazać siebie, ale żeby zagrać w filmie rolę. W filmie, można powiedzieć mimo to (dzięki temu?) mało efektownym wizualnie. Za to pięknie podtrzymującym tradycję i pożyczającym z “Dwunastu małp” i “Eternal sunshine of the spotless mind”. Wprawdzie nie ma on tego monumentalnego groteskowo-gilliamowskiego pokręcenia obwoźnego cyrku z kobietą z brodą; ani tej nieznośnej słodyczy dołeczków w buzi Kirsten Dunst; wprawdzie niektóre postacie cierpią na stock-charakteryzm, a niektóre rozwiązania fabularne na hand-waveism; ale nie wierzyłem, że uda się komuś za mojego życia nakręcić powieść Grega Egana. I to stwierdzenie rzucam jako wyzwanie za 126 dolarów każdemu marudnemu nerdowi, któremu nie spodoba się zakończenie.

Blog comments powered by Disqus
More Information