Dziś rano usłyszałem w radio, że najpierw chodziło im o zastrzelonego kolegę, a potem już tylko o to, żeby wynieść telewizor ze sklepu.
Wyobrażam to sobie tak, i chyba nie jestem daleki od prawdy, że kiedy wybuchają zamieszki w twoim mieście to pierwsze co robisz to podejmujesz decyzję: barykaduję się w mieszkaniu, czy wychodzę w teren zobaczyć czy gdzieś nie leży jakiś bezpański telewizor. Uczestnik zamieszek (nie ma na to jednego słowa? “buntownik”?) zapytany “dlaczego?” udzieli zapewne pierwszej, kompulsywnej odpowiedzi “bo telewizor”. Pytanie otwarte typu “dlaczego?” i zwrócenie się z nim bezpośrednio do podejmującego działanie gwarantuje maksymalną obiektywność, bo raz: że nie narzuca żadnej wcześniejszej interpretacji; dwa: że oddaje godność człowiekowi (nawet przestępcy) zakładając (błędnie), że czyniący najlepiej zna swoje własne motywacje; a trzy: że taka kompulsywna odpowiedź, wyrażająca najbliższą przyczynę wydaje się najbardziej obiektywna zgodnie z medialną zasadą “czym szybciej tym prawdziwiej”.
Punktem zapalnym może być cokolwiek – na przykład zastrzelenie kogoś przez policję – ale to może obchodzić co najwyżej “friendsów friendsów”, pewnie z kilkadziesiąt osób. Żeby wybuchły “zamieszki o telewizor” konieczne jest podsycanie rozruchów nowymi uczestnikami, tymi którzy słysząc co się dzieje wybierają dołączanie do imprezy, a nie pozostanie w domu i chronienie bliskich.
Właśnie dlatego ja bym jednak wolał poznać odpowiedź na nieobiektywne pytanie: dlaczego wybierają wyjść zamiast się zabarykadować. Czy jest to efekt, być może nieświadomej, kalkulacji zysków i strat? “Mnie nie okradną, bo nie ma z czego, a ja może coś do domu przyniosę”. Może wyobrażeń karmionych widokami z gier wideo o tym jak wyglądają zamieszki? (Po norweskiej masakrze obrodziło w wirtualnych taktyków doradzających na tej podstawie jak rozbroić terrorystę.) Może dzięki urealnieniu zasady sześciu stopni oddalenia w serwisach społecznościowych natychmiast poczuwają się do bycia “friendsami” pierwszej ofiary?
Dodane 11/08
A może jednak chodzi tylko o “loot”, bo (!) wszystkie telewizje podały, że chodzi o “loot”? To w końcu telewizja tłumaczy lootersom o co chodzi.
Dotąd
Ja nie wiem, ale wiem, że proste wyjaśnienia “bo telewizor” bardzo łatwo nasycają głód poznawczy. Prawie tak dobrze jak “bo muzułmanie” i trochę gorzej niż “bo rozwydrzona młodzież”. Chętnie poznałbym też odpowiedź zwolenników swobodnego dostępu do broni czy i tym razem “gdyby wszyscy mieli broń to by do tego nie doszło”.