Oczywiście, że emocje to ciało. Ale nie znaczy to, że postczłowiek koniecznie musi się ciała pozbawić. Czy nawet chcieć; czy móc to zrobić. Ciało to półprzedmiot. Nie tak obcy jak krzesło, ale i nie tak swój jak wspomnienie. Ma swoje autonomiczne życie złożone z emocji o których informuje nas uczuciami. A my mu rozkazujemy, ale przecież nie absolutnie. Oko jest prawie częścią umysłu, ręka mniej. Stopa; nie zauważyliście, że jest nieco obca? Zawsze tak daleko, na drugim końcu ciała. Boli mnie stopa, boli mnie brzuch. Boli mnie niesprawiedliwość.
Czy postczłowiek będzie chciału się zamknąć we wnętrzu siebie? Raczej nie, bo to degeneracja. A jeśli to zrobi to i więcej o nu nie usłyszymy. A może po prostu naostrzyć granicę między sobą, a światem? Zeszlifować ciało do minimum. Jak bardzo uda nu się to zrobić? Znieść granicę całkiem? Tak bez firewalla bezpośrednio ze świata zewnętrznego do umysłu i z powrotem? Czy to w ogóle możliwe, bezpieczne, wygodne? Otwieram drzwi, a tu kosmos. I wtedy raczej poddające się kontroli obiekty (choćby miałyby być tylko progradanymi) dzielić się nu będą na mniej i bardziej odległe. Na takie z którymi informacyjnie jest powiązany słabo i takie z którymi łączy nu więź silna. Czy, wiedząc, że pochodzą z zaufanego źródła, nie poda im hasła i nie pozwoli publikować emocji w swoim imieniu, pozostawiając jedynie powiązanie zwrotne, tak aby uczucia informowały nu o ich aktywacji? A może utożsami się z całym światem i niesprawiedliwość zaboli nu jak stopa?