Gdybym miał przedstawić jednego dziecku, a chyba jednak warto, to wolałbym, żeby był to Totoro a nie Jezus Chrystus. W wersji dziecięcej obie historie są właściwie o tym samym: że świat to przyjazne miejsce i wszystko będzie dobrze; ale to Totoro jest uśmiechniętym misiem z parasolką
a nie przybitym do deski prehistorycznym, żydowskim rewolucjonistą.